Nie przepadam za zwykłymi kredkami do oczu – jakoś nie opanowałam nigdy do końca umiejętności osiągnięcia za jej pomocą precyzyjnej, zadowalającej kreski. Dlatego od czasu do czasu daję się skusić na eyelinery innego typu, w formie pisaków czy pędzelków. Tako też skusiłam się na eyeliner-mazak Pierre Rene, polecony mi przez znajomą. I mówię mu zdecydowane „nie”!
Początki mojego kontaktu z eyelinerem były dobre – pozwala on bowiem na narysowanie równej, cieniutkiej kreski bez większego wysiłku, nawet mniej wprawnym manualnie osobom. W przeciwieństwie do eyelinerów w pędzelkach, nie zbiera się na nim nadmierna ilość tuszu, więc kreska będzie równomierna, a przy tym głęboko czarna. Ale na tym kończą się zalety tego kosmetyku.
Już po kilku minutach, po paru mrugnięciach, moją elegancką, kruczoczarną kreskę znalazłam... odbitą na powiece. Obiecywana przez producenta wodoodporność to mit. Eyeliner jest skandalicznie nietrwały – przy najlżejszych dotknięciu rozmazuje się i brudzi powiekę. Po paru godzinach, zamiast uwodzicielsko głębokiego spojrzenia roztaczamy wątpliwy urok ofiary pobicia. A chyba nie o to chodzi w tej zabawie..
Jednym zdaniem – początki są dobre, a potem jest tylko gorzej...
Cena:14 zł.
Zalety:
- kreska precyzyjna i cienka
- łatwy w użyciu
- daje głęboką czerń
Wady:
- wodoodporność to mit!
- rozmazuje się i odciska na powiece
Opis producenta:
Wygodna w użyciu kreskówka do oczu w formie pisaka, pozwala wykonać precyzyjny makijaż oka. Wodoodporna.