Nie jestem fanką kosmetyków Avonu, wodę perfumowaną In Bloom sygnowaną nazwiskiem Reese Whiterspoon dostałam w prezencie. Fantazyjny flakon i kwiatowy zapach - owszem - miłe, lecz nie zaliczę ich do moich zapachów wszech czasów.
Pierwsze psiknięcie to pospiesznie wezbrany bukiet kwiatów - daje wyczuć się szczególnie brzoskwinię, gardenię i inne słodkie nuty kwiatowe. wydawałoby się, skąpane w herbacie, która czyni ten zapach spokojnym i dość przewidywalnym. Po kilku minutach, kiedy aromat na dobre rozkołysze się w powietrzu, energetyczna woń kwiatów gaśnie, zamiast tego poczuć można jaśmin i ambrę, kompozycja ta trwa do końca usypiając otoczenie w swoich nudnych barwach.
W swojej końcowej fazie przypomina mi wodę Sensi Giorgio Armaniego, lecz In Bloom jest słodszy, zdecydowanie mniej intrygujący i zmysłowy.
Po wodzie perfumowanej, która z założenia powinna trwać dłużej niż woda toaletowa, spodziewałabym się dluższego działania. Niestety In Bloom znika po ok 3 godzinach.
Perfum kojarzy mi się z sentymentalnym, ciepłym letnim popołudniem - bo taki właśnie jest - kwiatowy, skropiony słodkością owocu, ciepły i radosny. Identyfikuję z nim kobiety uśmiechnięte, romatyczne, w średnim wieku - w stylu Jane Fondy lub Catherine Deneuve. Nieco zbyt stonowany i słodki jak dla osób po 20- stce.
Wierzę, że zapach perfum powinien być indywidualnie dobierany do osobowości ,,nosiciela". In Bloom pachnie na prawdę przyjemnie, lecz jest chyba nie dla mnie - swoją nadpobudliwością i charyzmą niszczę harmonijny, sielankowy obraz ułożonej kobiety, którą na myśl przywodzi właśnie ten zapach.