W zeszłym tygodniu poprosiłam idącą do apteki mamę, by kupiła mi maść cynkową. Mama do domu wróciła z cynkowym mazidłem, ale była to pasta, nie maść. W pierwszej chwili byłam rozczarowana, a ta zamiana wydawała mi się wielką pomyłką.
Pudełko, w którym zamknięto ten produkt, jest niepraktyczne i otwiera się raczej ciężko. Pasta ma zbitą konsystencję i początkowo trudno było ją rozmazać, ale teraz, po kilku użyciach, łatwo się nabiera na palec i rozsmarowuje.
Pasta zasycha na skórze, zostawiając cienką białą warstwę, która po dłuższym czasie się wchłania. Zanim jednak zaschnie, łatwo można sobie coś nią zabrudzić.
Początkowe niezadowolenie ustąpiło miejsca zachwytowi. Mam wrażenie, że pasta działa o wiele lepiej niż zwykła maść i doskonale radzi sobie ze zmianami skórnymi. Producent zaleca smarowanie miejsc zmienionych 2-3 razy dziennie, ale pasta świetnie działa nawet wtedy, gdy używa się jej tylko na noc.
Nie upierałabym się przy tym, że jest to produkt niezwykle wydajny – używam pasty od tygodnia, a już sporo jej zniknęło, chociaż nakładam ją tylko wieczorem i to w dodatku punktowo. Nie jest to jednak żaden problem, pasta jest tak tania, że bez problemu można kupić następną.
Polecam ją, bo jest śmiesznie tania i rewelacyjnie działa. Niecałe dwa złote to taka suma, którą może wydać każdy, a efekt bije na głowę nawet najdroższe produkty antytrądzikowe