Nowy użytkownik? Załóż konto

Znam.to Gry i oprogramowanie Gry na PC Gry akcji

S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci

S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci GSC Game World

Dodaj do listy chcę.to! Napisz recenzję Komentuj!
S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci"O jeden kupon za daleko?"

Ilość obejrzeń recenzji: 3803

Ocena recenzji: 75 % (8 głosów)

  Zapewne niewielu z was wie, że polskie biura podróży organizują wycieczki do Prypeci – opuszczonego miasta sąsiadującego bezpośrednio z elektrownią w Czarnobylu. Miałem wielką ochotę tam pojechać, by skonfrontować swoje doświadczenia z dwóch części Stalkera z rzeczywistością. Na pewnym forum jednak, natknąłem się na zdjęcie które skutecznie ostudziło mój zapał. Była to fotka porzuconej w rowie aluminiowej atrapy głowicy atomowej z uwłaczającym inteligencji widza napisem „USSR” (wyjaśniam: USSR to skrót od Union of Soviet Socialist Republic – innymi słowy: miejscowi przewodnicy mają mnie za takiego kretyna, iż gładko łyknę że na Ukrainie niezabezpieczona radziecka głowica nuklearna z angielskimi skrótowcem na kadłubie radośnie leży sobie na trasie przemarszu wielu wycieczek? Równie dobrze mogliby namalować na betonowym sarkofagu elektrowni dwudziestometrową czcionką wymowny napis „Twoja Stara to %#@&*!” – a efekt byłby ten sam.). Ten właśnie ewidentny przykład żerowania na naiwności turystów sprawił, że w jednej chwili Czarnobyl stał się w moich oczach kolejną masową maszynką do zarabiania pieniędzy, jak nie przyrównując nasz rodzimy jarmarczny Licheń, gdzie straganiarze opychają pielgrzymom zrobione z niebieskiego plastiku butelki na święconą wodę w kształcie Matki Boskiej…

 

S.T.A.L.K.E.R. Zew Prypeci miał być dla mnie długo oczekiwanym powrotem do wspaniałego świata Zony, który tak zafascynował mnie w poprzednich częściach. Powrotem tym bardziej kuszącym, iż w prasie branżowej otrzymywał on wysokie noty, co nuż przeplatanymi superlatywami pokroju „najlepszy ze Stalkerów” czy „nowa jakość”…

 

Nie – nie ma nowej jakości i w moim SUBIEKTYWNYM odczuciu jest to właśnie najsłabsza część cyklu, co też postarałem się już dobitnie zaznaczyć w samym tytule recenzji. To po prostu o jeden kupon za dużo odcięty z popularności Cienia Czarnobyla i nic – zupełnie nic więcej – dokładnie zresztą jak w przypadku Modern Warfare 2. Pewnie to taki nowy trend w branży: kopiuj-wklej i podmień tekstury a potem sprzedaj za większą kasę jako „nową jakość” i „absolutny przełom”. Taaa… Nie ze mną takie numery, Stalkier 

 

Ale zacznijmy od początku. Po rozpoczęciu nowej rozgrywki wita nas intro – a właściwie pokaz kilku slajdów z odpowiednimi podpisami. W Cieniu Czarnobyla mieliśmy piękny, klimatyczny renderowany filmik a w czasie całej rozgrywki była okazja do obejrzenia jeszcze paru podobnych. W Czystym Niebie ograniczono się już tylko do takowegoż intra i outra, natomiast w Zewie Prypeci zrezygnowano z tego miłego akcentu już całkowicie zastępując go nudnymi wywodami przy takich sobie obrazkach. Nie wiem, czy twórcy chcieli w ten sposób zaoszczędzić czas i pieniądze, ale efekt przypomina raczej amatorskie produkcje lub mody a nie pełnoprawną kontynuację wielkiego hitu. Potraktowałem to jako ostrzeżenie – i nie myliłem się.

 

Zabawę zaczynamy jako major Diegtiarow wysłany do Zony w celu wyjaśnienia katastrofy kilku śmigłowców, których zadaniem było dokonać rozpoznania tuż po tym, jak nasz stary przyjaciel z poprzednich części – Strielok - wyłączył blokujący dostęp do centrum Strefy Mózgozwęglacz. Na dzień dobry dostajemy relatywnie niezłe wyposażenie w postaci przyzwoitego pancerza i pistoletu maszynowego AKSU, na które w poprzednich częściach trzeba było trochę poczekać. Praktycznie od razu możemy też zejść do położonego nieopodal skupiska anomalii i dzięki udzielonej jednemu pechowemu stalkerowi pomocy otrzymać od niego całkiem dobry detektor artefaktów i natychmiast przystąpić do poszukiwań tychże a następnie sprzedać je w pobliskim obozie – a co za tym idzie w ciągu dosłownie pierwszej pół godziny gry doposażyć się tak, jak w poprzednich częściach dopiero po ładnych paru. Jakby tego było mało, w tej samej bazie możemy złożyć zamówienia na najlepsze pukawki i pancerze w grze a potrzebną gotówkę szybko zdobyć robiąc rundkę po okolicy rojącej się od artefaktów i innych zarobkowych atrakcji. Nie da się ukryć – w kwestii uzbrojenia i wyposażenia jest łatwo. To akurat moim zdaniem regres w stosunku do poprzednich części – tam jednak poczucie własnej słabości motywowało do lepszej gry i doskonale podkreślało atmosferę ciągłego zagrożenia.

 

Kolejna kwestią, jest sama budowa świata. Mamy do dyspozycji trzy główne (tak – tylko trzy!) lokacje. Fakt, że są one znacznie większe niż wcześniej i nie trzeba już tyle czasu spędzać na podróżach między nimi (i co za tym idzie - na ciągnących się loadingach), ale właśnie ich śmiesznie mała liczba skutkuje umieszczeniem na nich wszystkich atrakcji praktycznie jedna obok drugiej. Przykładowo ze stacji Janów (jednego z dwóch obozowisk stalkerów) widać bunkier naukowców (analogiczny do tego z Jantaru) a także cementownię, pogłębiarkę i opuszczoną wioskę Kopaczi pełną uzombifikowanych stalkerów – a każde z tych miejsc to przecież oddzielne questy i źródła potencjalnego wyposażenia. Prawdę powiedziawszy, tak skonstruowane mapy z ich karykaturalną skalą odległości przywodzą mi nieodparcie na myśl skojarzenia z radioaktywną wersją Disneylandu czy innego wesołego miasteczka w którym wędrujemy od jednej karuzeli do drugiej po drodze zajadając się watą cukrową (a w wersji Zewu Prypeci – kiełbasą, chlebem i wódką „Kozak”). Poza tym, w takim Cieniu Czarnobyla każda mapka mimo niewielkiej w sumie ilości istotnych miejsc do odwiedzenia, miała swój klimat budowany przez takie a nie inne warunki atmosferyczne, efekty dźwiękowe czy po prostu własną paletę barw (wspomniana już psychodeliczna misja wyłączenia Mózgozwęglacza w Czerwonym Lesie, ponury klimat Baru 100 Radów czy w końcu deprymujące laboratoria z serii X choćby). W Zewie Prypeci klimat gdzieś nam się rozpływa pomiędzy lokacjami – jest jak gdyby rozwodniony i nieostry, brakuje mu tego efektu przytłoczenia i niepewności. Sytuację stara się ratować tytułowa Prypeć, ale w zasadzie niespecjalnie jej się to udaje z uwagi na niekończące się walki z oddziałami Monolitu. Dość powiedzieć, że znacznie klimatyczniejsze od całej Prypeci było tło na którym przelatywały napisy końcowe – smutne ale prawdziwe. Jedynym naprawdę wgniatającym w fotel miejscem był stary kolejowy tunel komunikacyjny, którym przedostajemy się w pewnym momencie rozgrywki do Prypeci. Niestety robimy to tylko raz i nie mamy możliwości powrotu – a szkoda, bo akurat ta mini-lokacja to wypisz-wymaluj klon Metro 2033. Oczywiście w Zewie mamy też podziemia i laboratoria, ale po pierwsze jest ich mało a po drugie one same wydają się jakieś takie biedne w stosunku do swoich poprzedników – może to za mało wymagających potworów, za dużo światła a może ich niewielka w zasadzie powierzchnia, ale jednak czuć że mogłoby być znacznie lepiej.

 

A jeśli już o potworach mowa… Autorzy chwalili się, że wprowadzili dwóch nowych ich przedstawicieli – Chimerę i Burera. Pomijając fakt, że miały one pojawić się już w Cieniu Czarnobyla a ostatecznie z przyczyn technicznych się tam nie znalazły - to scena modderska dawno już wyciągnęła je z czeluści kodu pierwszego Stalkera i pozwoliła graczom zapoznać się z nimi bliżej w wielu dotychczas wydanych modach. Na marginesie dodam, że Stalker ma też zaszyte w kodzie pojazdy i zapewne w kolejnej części autorzy odblokują je obwieszczając Światu nowy wspaniały „ficzer” w serii. Wracając do potworów – o ile Chimera jest w zasadzie przerośniętym Snorkiem o wytrzymałosci Nibyolbrzyma, to Burer jest już osobnikiem o ciekawszym zachowaniu, dodam – szalenie irytującym. Otóż nasz kolega nikczemnego wzrostu i aparycji typowego trolla za swoją specjalność obrał sobie wytrącanie z naszych rąk broni która to przeważnie ląduje na tyle daleko, że w ferworze walki próżno jej szukać (a nawet po ewentualnym zwycięstwie trudno ją odnaleźć), co zmusza nas do desperackiego ataku z nożem w dłoni – którego na szczęście już wytrącić nie potrafi. Niestety poza tymi potworzastymi nowinkami, nie uświadczymy w zasadzie nic więcej w samej rozgrywce. W stosunku do Czystego Nieba usunięto wojny frakcji, nieco zmieniono charakterystyki artefaktów i dodano kilka modeli oraz tekstur a także poprawiono konstrukcję questów, których teraz jest mniej za to są ciekawsze, ale reasumując i tak nie mogłem się oprzeć wrażeniu że zmiany są nieporównywalnie mniejsze niż miało to miejsce z następcą Cienia Czarnobyla i skupiają się raczej na szlifowaniu strony technicznej niż choćby na większych różnicach w gameplayu czy fabule.

 

No właśnie – fabuła… Co prawda jestem raczej zwolennikiem stanowiska, że w grach - tak jak w filmach porno – fabuła powinna być tylko pretekstem i tłem dla właściwej akcji, ale jednak po naprawdę dobrej historii w Cieniu Czarnobyla i znośnej w Czystym Niebie, ta opowiedziana w Zewie Prypeci jest po prostu – nie bójmy się tego słowa - żenująca. Wojsko wysłało helikoptery a te się - mówiąc potocznie – wzięły i roz…biły, więc wysłany do Zony gracz wyjaśnia sprawę szwendając się bez ładu i składu po mapach a samo rozwiązanie przyczyny katastrofy… cóż… mówiąc eufemistycznie – jest tak prozaiczne, że aż się za głowę złapałem, gdy w końcu wszystko wyszło na jaw. Nie wiem czego się spodziewałem, ale liczyłem na coś epickiego, coś z rozmachem i udziałem – nosz kurcze – a choćby i kosmitów czy cuś – a tu… no nie będę spojlerował, ale poczułem się dogłębnie rozczarowany – tym bardziej, że coś podobnego widziałem już w sławnym modzie Priboi Story do pierwszego Stalkera – z tym że Zew Prypeci to nie mod a produkt za który trzeba zapłacić – tym dotkliwiej więc mogę czuć się zawiedziony.

 

Na szczęście nie mogę czuć się zawiedziony stroną techniczną Zewu Prypeci. Miałem okazję przechodzić grę na dwóch konfiguracjach – jednej typowej sprzed pięciu lat i drugiej – mniej więcej plasującej się w obecnej średniej. Na Pentium IV kręconym z 2.8 na 3.5 GHz, 1 GB RAMu i GeForce 6600 GT gra chodziła w maksymalnych detalach (no dobra – bez antyaliasingu) w rozdzielczości 1280x1024 i poza obozami stalkerów, gdzie z uwagi na całe mnóstwo NPC-ów procesor ewidentnie się krztusił-dusił dając marne kilkanaście fpsów, w praktyce animacja nigdy nie spadała poniżej 35 klatek na sekundę. Oczywiście, aby sobie na to pozwolić musiałem wybrać tryb renderowania zwany enigmatycznie „oświetleniem statycznym” czyli po prostu DirectX 8. Na moim obecnym kompie (Core2 Quad Q6600 kręcony z 2.4 na 3.0 GHz, 4 GB RAM i GeForce GTS 250) także mogłem grać w maksymalnych detalach (z antyaliasingiem – a jakże!) w tej samej rozdzielczości (monitor nie puszcza wyżej) i mniej niż 40 klatek średnio nie widziałem– z tym, że w bazach spadków już nie notowałem a grałem w trybie zwanym tym razem „rozszerzonym pełnym oświetleniem dynamicznym” (wow!) czyli ordynarnym DirectX 9 (z uwagi na zainstalowany Windows XP). Jako ciekawostkę dodam, że poza trybem DirectX 10 i 10.1 można tez Zew Prypeci pogonić w całkiem świeżym jeszcze DirectX 11 i po włączeniu osławionej teselacji zająć się zaduszaniem niemal każdej karty graficznej dostępnej na rynku  A jeśli chodzi o wrażenia wizualne… Powiem tak – na screenach nie widać za bardzo różnicy pomiędzy trybem DX8 a DX11 – w ruchu to już wychodzi – choć nie aż tak spektakularnie, jak można by się spodziewać. W zasadzie DX8 nie oferuje żadnego mapowania wypukłości, shaderów a samo cieniowanie jest mocno uproszczone – jednak nie są to rzeczy które tworzą klimat w większym stopniu. Grając w Zew Prypeci miałem wrażenie, że jest to bardzo wiekowa już gra, do której powciskano nowoczesne technologie tworząc coś na kształt ekstremalnie tuningowanego Trabanta  Niestety efektów działania tych technologii prawie nie widać – owszem, najbardziej zaawansowane dynamiczne cienie jakie widziałem są – ale nie rzucają się w oczy. Podobnie z mapowaniem wypukłości – w sumie widać je wyraźnie tylko na ceglanych ścianach, na pozostałych powierzchniach giną gdzieś w plamach tekstur. Tak samo z połyskiem na metalowych powierzchniach czy z oświetleniem ambientowym – żeby je zauważyć, trzeba wiedzieć jak patrzyć. Oczywiście dzięki temu otrzymujemy grafikę daleką od połyskliwej tandety typowej dla wielu popularnych gier, stonowaną i na swój sposób miłą dla oka – ale trochę jednak szkoda, że nasz biedny sprzęcik tak się poci i nie bardzo widać na co idzie jego moc.

 

Mimo wszystkich powyższych zarzutów z mojej strony, grało mi się w najnowszego Stalkera bardzo przyjemnie – tylko nie jestem przekonany czy to przypadkiem nie wyłącznie dlatego, że w pamięci mam udane poprzednie części. Również śmiem twierdzić, że ktoś kto nigdy nie grał w żadną grę z serii nie poczuje się usatysfakcjonowany Zewem – zapewne znudzi go nieśpieszna rozgrywka, wieczne ganianie po szaroburych mapach, walka z groteskowymi mutantami i słaba historia w najmniejszym stopniu nie wyjaśniająca status quo tego osobliwego miejsca w jakim przyszło mu się znaleźć. Uważam przeto że Zew Prypeci był w założeniu skierowany do fanów tego uniwersum (może dlatego właśnie potraktowano go nieco po macoszemu – w końcu prawdziwy fan kupi wszystko co ma na pudełko ostrzeżenie o radioaktywności ) i prawdę powiedziawszy w ich przypadku żadna argumentacja z mej strony co do zasadności zakupu nie odniesie skutku. Tym zaś, którzy nie grali jeszcze w żadnego Stalkera poleciłbym jednak poszukać części pierwszej i dopiero później spróbować swych sił w starciu z Zewem Prypeci. Natomiast reszcie która w Stalkery grała a nie jest ich ortodoksyjnym wyznawcą, grę w zasadzie mogę polecić. Nie jest to objawienie ani żadne tam arcydzieło a raczej produkt niewiele wybijający się ponad przeciętność, ale po ostatniej obniżce ceny staje się on atrakcyjną ofertą, zwłaszcza gdy ma się ochotę na nieco ambitniejszy shooter z erpegowym zacięciem.

Cena: 49 zł.

Zalety:

- brak bugów

- niewielkie wymagania sprzętowe

- ma w tytule słowo "S.T.A.L.K.E.R." ;-)

Wady:

- wtórność

- słaba fabuła

- trącąca myszką grafika

S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci

 Konfiguracja minimalna:

  • Procesor: Intel Pentium 4 2 Ghz/AMD XP 2200+
  • RAM: 512 MB
  • Karta graficzna: 128 MB, zgodna z DirectX 8.0 (GeForce 5700/Radeon 9600 lub lepsza)

Konfiguracja zalecana:

  • Procesor: Intel Core 2 Duo E7400/AMD 64 X2 5600+ 
  • RAM: 2 GB
  • Karta graficzna: 512 MB, zgodna z DirectX 9.0c (GeForce 9800 GTX/Radeon HD 4850)

Błąd w opisie? Zgłoś to!

Komentuj!

Fotki produktu

  • S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci
  • S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci
  • S.T.A.L.K.E.R.: Zew Prypeci

Ocena produktu

  • Ocena produktu:
Zapisywanie ...

Ocena recenzji: 75 %

oceń recenzję:

Nieprzydatna Pomocna

Podobne produkty

Inne recenzje tego produktu (0)