To kolejny biustonosz, który otrzymał pozytywne recenzje, a z którego nie jestem zadowolona.
Owszem, jest śliczny, każde zestawienie kolorystyczne jest przyjemne dla oka - ja nie mogłam się zdecydować i kupiłam czarno-różowy, i brązowo-niebieski.
Jednak noszenie nie jest już tak przyjemne. Dość długo trwało zanim dostosowałam rozmiar, a i tak podczas noszenia miseczki bulkowały - być może były dla mnie za płytkie.
Zakładanie tego modelu to droga przez mękę, ale to chyba typowe dla wszystkich modeli Cury Kate - podobnie męczyłam się z Portią. Trudno zapina się te trzy haftki. Niby obwód jest mało rozciągliwy, ale 60-tka okazała się zbyt szeroka i tył stanika podjeżdżał do góry. Średnio też spodobały mi się ramiączka - okazały sie dość szerokie, zbyt szerokie jak na mój gust.
Koronka, z której jest uszyty, okazała się być mało komfortowa dla mojego ciała - drażniła mnie, cały czas miałam ochotę się drapać :(. Prałam biustonosze w delikatnych płynach i płukałam w sprawdzonych zmiękczaczach, ale nie pomogło.
Także pasek z tworzywa, którym podszyte są miseczki podrażnił moją skórę. Nie mam uczulenia na silikon, więc te paski raczej nie są silikonowe. Muszę jednak dodać, że nosiłam je dość ktrótko i szybko je sprzedałam, więc nie jestem pewna, że Emily podszyta jest tymi paskami, Portia na pewno, i o ile pamiętam podobnie było z Emily.
Czy biust wygląda ładnie? Tak, ale Emily łaskawsza jest dla biustu szeroko rozstawionego, wtedy dość dobrze zbiera go do środka. W innym przypadku może był mało komfortowa w noszeniu.
Zaletą jest cena, rozmiarówka i dostępność. Nie wszystkie biustonosze występują w 60-tkach, ale akurat Curvy Kate jest pod tym względem przyjazna dla szczupłych dziewczyn. Myślę jednak, że dla tych, które mają w obwodzie mniej niż 67 cm, Emily może okazać się za szeroka (Portia moim zdaniem jest nieco węższa).