Jestem, co tu ukrywać, osobą pierdołowatą - zwłaszcza w przypadku makijażu oka. Jest to moja pięta achillesowa i próby nałożenia cieni czy zrobienie równej i eleganckiej kreski, przerastają mnie. Na ogół kończy się makijażem w stylu "dostałam w oko w barze" lub bardziej drastycznie: wsadzeniem sobie eyelinera w oko.
W związku z tą przypadłością potrzebuję do robienia kresek czegoś, co dobrze leży w ręce i nie składa się z małych włosków, z których każdy robi własną kreseczkę. Moja litociwa matka trzy dni temu kupiła mi eyeliner Lancome - Liner Design.
Strzał w dziesiątkę. Po raz pierwszy w życiu nie zrobiłam sobie krzywdy i w klikanaście sekund umalowałam oczy. W dodatku równiutko!
Liner design ma postać pisaka, ale z zaotrzonym czubkiem. Nie łamie się jak kredka, a końcówka się nie spłaszcza. W zależności od sposobu przyłożenia do oka można namalowac supercienką lub grubą kreskę. Ilość specyfiku po prostu nie może być zbyt duża, bo końcówka ma ograniczone nasycenie. Udało mi się nie wyglądać jak po czułej randce z kominiarzem.
Wadą dla pierdół takich jak ja może być twardość końcówki, ale przy delikatnym obchodzeniu się jest szansa na uniknięcie drastycznych scen przed lustrem.
Eyeliner szybko wysycha, ale zostawia dość czasu aby np. na górnej powiece lekko rozmazać go gąbeczką i w ten sposób uzyskać supertrwały cień do powiek ( może to nie nowość, ale ja jestem absolutną początkującą ).
Jest tak trwały, że zmywanie go z oka jest niełatwe - tzeba używać dobrego specyfiku - najlepiej mleczka ( tonik niespecjalnie sobie poradził ). Jednakże efekty uzytkowania warte są wysiłku demakijażowego.
Bardzo precyzyjna i trwała rzecz.
Z tego co mi wiadomo,dostępny jest w czterech kolorach - czarnym, brązowym, zielonym i niebieskim.