Kolejna rzecz z kolekcji kosmetykow Slly Hansen, która zakrawa na mianio kosmtyku idealnego. W tym przypadku jednak jest to raczej aspiracja, niż fakt. Jest to także kolejny produkt, wokoł którego chodzilam długo i z jednej strony chciałam spróbować, bo wyglądał obiecująco, z drugiej zaś bałam się, bo dosyć drogi (jak na balsam do ust). Stało się tak, że dostałam cały zestaw rożnych produktów Sally Hansen, w którego sklad wchodzi właśnie ta szminka.
Nie zawiodłam się na niej. Strona ścierna faktycznie ściera, a nawilżająca - nawlża. Jednak według mnie strona peelingująca mogłaby być jeszcze ostrzejsza, bardziej najeżona drobinkami (skorupkami orzecha?). W końcu jej zadaniem ma być właśnie złuszczanie, a nie pokrywanie ust tłustawą warstewką. Wtedy miałoby sens używanie strony nawilżającej po wykonaniu peelingu. W rzeczywistości jest tak, że strona ścierna ściera i samruje, a balsam to dodatek, którego uzywam niezaleznie od peelingu. Jako że należę do osob "zjadających" wszystko, czym posmaruję usta (strzeżcie się szminki i błyszczyki), taki kosmetyk jest jakby stworzony dla mnie. Poprawiam makijaż ust kilka razy dziennie i wtedy właśnie przydaje się ta pomadka. Bardzo ładnie pachnie, lekko pudrowo i waniliowo. Nie nadaje żadnego koloru ani połysku (to dla mnie ogromny plus), sybko się wchłania (zanim zdążę ją zlizać), a sam zabig drapnia jest bardzo przyjemny.
Jadnym słowem: polecam, ale nie zachwalam. Jest to na pewno jeden z lepszych balamów do ust, jakich używałam, ale szału nie ma.
Cena:32 zł.
Zalety:
- dobrze nawilża, przyjemnie drapie
- bardzo ładnie pachnie
- ma estetyczne, złote opakowanie, które sprytnie ukrywa fakt, że w środku kryje się balsam, a nie krwista szminka
Wady:
- za mało drobinek ściernych
Polecam ten produkt
Dwustronna pomadka. Ciemniejsza, "ścierna" strona zawiera peelingujące drobinki, a jaśniejsza to nawilżajacy balsam do ust.