Nowy użytkownik? Załóż konto

Volvo S40 T5 volvo

Dodaj do listy chcę.to! Napisz recenzję Komentuj!
Volvo S40 T5"Szwedzcy inżynierowie
wysyłają w świat armię
nowoczesnych maszyn"

Ilość obejrzeń recenzji: 7260

Ocena recenzji: 17 % (6 głosów)

Dodaj autora do znajomych. Napisz wiadomość do autora. Autor:

awatar autoramoto.pl

Koniec zabawy w ołowiane żołnierzyki! Dziś do boju ruszają perfekcyjnie zaprojektowane urządzenia, które celnym strzałem mają zmieść z powierzchni ziemi każdego przeciwnika. Skończyły się czasy, gdy z taśm produkcyjnych zjeżdżały samochody będące efektem wesołej i beztroskiej twórczości konstruktorów. W ich miejsce pojawiła się generacja aut, które mają być najszybsze, najcichsze, najdoskonalsze, w ogóle - naj... Chcąc nie chcąc - Szwedzi z Volvo musieli dostosować się do panujących trendów i przysiedli fałd, korzystając z dobrodziejstw koncernu-matki, czyli Forda. Jeśli spodziewaliście się, że następca słynnych modeli serii 300 i 400 to nudny, kanciasty i do bólu poprawny samochód, to znaczy, że wasza motoryzacyjna edukacja zakończyła się gdzieś w połowie ubiegłej dekady. Styliści Volvo już od kilku lat ewidentnie studiują katalogi z meblami zamiast nudnych albumów z klockowatą architekturą. Dzięki temu kształty karoserii i wnętrz ich projektu nareszcie przypominają elementy sztuki użytkowej, a nie zwaliste fasady betonowych molochów. Najnowsze Volvo S40 jest najlepszym tego dowodem.

***

To ciekawe, że samochód, który pod względem prestiżu ma znajdować się o pół klasy wyżej od Forda Mondeo, jest od niego o... pół klasy mniejszy. I to pod każdym względem. W dodatku kosztuje znacznie więcej. Jak to możliwe? Otóż nowe S40 zbudowane jest na płycie podłogowej Forda Focusa następnej generacji. To jeden z wielu elementów "zapożyczonych" z macierzystego koncernu. Zresztą na tym samym podwoziu jeżdżą już Focus C-max i Mazda 3. Oczywiście, każdy z tych samochodów ma inaczej zestrojone zawieszenie, ale wymiary podwozia pozostają te same. Na szczęście dalsze pokrewieństwo z Fordem również ogranicza się do elementów, które pozostają głęboko ukryte przed wybrednym okiem klienta. To, co mile łechce narząd wzroku, to oczywiście stylizacja karoserii. W redakcji "Obrotów" przeprowadziliśmy małą ankietę i zgodnie wyszło nam, że najnowsze Volvo jest najładniejszym współcześnie produkowanym modelem tej firmy. Nawiązania do większych S60 i S80 dodają mu elegancji, podczas gdy daleko wysunięte do przodu koła i krótki tył (może odrobinę za krótki) podkreślają dynamiczny styl. W zasadzie nowe S40 wygląda jak większe S60 po liftingu (który notabene miał niedawno miejsce), tylko jeszcze atrakcyjniej. Stylistyczny majstersztyk to przednia część karoserii przypominająca złowieszczo uśmiechniętego rekina z kreskówki "Gdzie jest Nemo". Lekka w rysunku, jednocześnie podkreśla moc samochodu. A jest ona niemała. 220 koni, rzucone na przednią oś, to o 20 więcej niż w najmocniejszej wersji poprzedniego S40, czyli T4. Gdyby jeszcze lakier na masce i błotnikach nie różnił się tak drastycznie od położonego na plastikowym zderzaku i osłonie chłodnicy... Lakiernicy w fabryce w belgijskiej Gandawie muszą się lepiej przyłożyć do roboty! Pancerz Terminatora nie może mieć takich niedoróbek.

***

Gdy Włodarski przyprowadził Volvo do redakcji, odkryliśmy, że przednie opony praktycznie przestały istnieć. Po 9 tys. km tylko zgrubienia na gumie przypominały, że kiedyś był tu zdrowy bieżnik Continentala. Krótka wizyta w autoryzowanym serwisie i na wszystkich czterech kołach znalazły się nowe kapcie Pirelli P7 w rozmiarze 205/50/17. Jeszcze tylko rzut oka na bagnet oleju, uzupełnienie Pb 98 i w trasę! Po kilkudziesięciu kilometrach na gierkówce doszedłem do wniosku, że zawieszenie nowego Volvo S40 jest... gorsze od starego. Samochód niebezpiecznie pływał w łukach, a w czasie hamowania nosiło go po całej szerokości pasa. Czyżby opony? Niemożliwe. A jednak! Na jednym z zakrętów, już w terenie zabudowanym, przednie lewe koło wpadło w dołek i usłyszałem hurkot obręczy toczącej się po asfalcie. Opona po prostu spadła z felgi. Na szczęście prędkość była niewielka i zatrzymałem się po zaledwie kilkunastu metrach. Terminator szybko przerwał swoją podróż. Nie ma co, trzeba zakasać rękawy i zanurkować pod wykładzinę bagażnika, a tam - wąska dojazdówka i lewarek z naklejką FoMoCo. Kolejna ukryta dla oka część podpisana przez Ford Motor Company. Po godzinie stałem już w warsztacie wulkanizatorskim, opowiadając całą historię pracownikom kręcącym z niedowierzaniem głowami. Dopiero gdy przyjrzeli się pozostałym oponom i postawili diagnozę, zrobiło mi się gorąco, a zaraz potem oblał mnie zimny pot. "Wie pan, te gumy to ma pan założone na odwrót" - usłyszałem od jednego z nich a potem przed oczami stanęły mi wszystkie sytuacje, w których zmuszałem asymetryczny bieżnik do pracy, której nie przewidzieli jego konstruktorzy. A gdyby tak puścił przy stówie na łuku? Zgroza! Na szczęście ani opona, ani felga nie ucierpiały i po przerzuceniu wszystkich gum na właściwe pozycje, i uzupełnieniu ciśnienia mogłem ruszyć dalej.

***

Po wizycie u wulkanizatora poczułem się, jakbym wsiadł do zupełnie innego samochodu. Zawieszenie bez pudła. Trzyma drogi jak przyklejone, a do tego dobrze tłumi nierówności. Trochę daje się we znaki niski profil opon, ale nie ma róży bez kolców. Nowe, wielowahaczowe zawieszenie sprawiło, że Volvo zaczęło prowadzić się bardzo stabilnie. Bez względu na kierunek bieżnika nie zmieniło się tylko jedno. Ostry start spod świateł nie obędzie się bez buksowania. A właściwie prób buksowania, bo system DSTC elektronicznie ogranicza uślizg kół przy ruszaniu. Jego zadaniem jest również zapobieganie poślizgom bocznym i akurat tej funkcji nie da się wyłączyć. Co innego antyspin. Chcesz poszpanować przed dyskoteką? Wciskasz guzik z napisem DSTC i palisz przednie gumy, nie ruszając się z miejsca. Taki już urok samochodów z poprzecznie zamontowanymi silnikami o mocach zbliżonych do 200 km i przednim napędem. Jakby tego było mało, pięciocylindrowa jednostka wspomagana jest przez turbinę o niskim ciśnieniu ładowania. Dzięki temu fabryka obiecuje aż 320 niutonometrów już od 1500 obrotów i moc 220 koni. Podczas mocnego przyspieszania pozostaje jednak lekki niedosyt. Jak to możliwe, że samochód o gabarytach i parametrach zbliżonych do Subaru Imprezy WRX nie daje takiego kopa? Wygląda na to, że winne jest temu miękkie turbo. Takie rozwiązanie ma też swoje zalety - w czasie jazdy miejskiej można swobodnie korzystać z niskich obrotów na granicy włączenia turbiny bez narażania się na ostre przyspieszenia. Krótka wizyta na hamowni Marka Staszewskiego potwierdziła moc i moment obrotowy zbliżone do fabrycznych. Pan Marek z szelmowskim uśmiechem dodał jeszcze, że T5 bez problemu można byłoby podkręcić do 250 koni, ale w końcu to żadna rewelacja, biorąc pod uwagę, że ten sam silnik jest bazą dla najmocniejszego motoru ze znaczkiem Volvo, 300-konnego S60 R. Zresztą z tego właśnie samochodu pochodzi sześciobiegowa ręczna skrzynia. Właściwie brakuje tu tylko napędu na cztery koła. Ale firma pomyślała także o tym. Jeszcze w tym roku dostępna będzie wersja AWD, która pozwoli zaoszczędzić na oponach. Zamiast hasta la vista, baby, ruszając spod świateł, będziesz mógł większości kierowców powiedzieć adios, schodząc do setki poniżej siedmiu sekund. Taka mała różnica pomiędzy dwuznacznym "do zobaczenia" a definitywnym "żegnaj". Pokonanym pozostanie powąchanie dymka z dwóch rur wydechowych, które wyglądają trochę jak przyspawane przez pana Kazia zmęczonego przydługim świętowaniem narodzin swojego pierworodnego. Żeby jeszcze z wydechu wydobywał się jakiś pomruk świadczący o potędze silnika. W końcu prawdziwy Terminator mógłby odstraszać przeciwników, jeszcze zanim wyłoni się zza zakrętu. Gdzie tam! Jest cicho i ekologicznie. A szkoda, bo we wnętrzu miło posłuchać chrapliwego pomruku pięciu cylindrów.

***

Żeby tylko nikt nie pomyślał, że kabina T5 jest kiepsko wyciszona. Co to, to nie. Można o niej natomiast powiedzieć, że jest ciasna (Volvo nazywa ją zwartą) i wykończona materiałami o diametralnie różnej jakości. Mimo zwiększonego w stosunku do poprzedniego S40 rozstawu osi wnętrze nie daje poczucia przestrzeni. Na domiar złego brakuje schowków. Te w przednich drzwiach to czysta kpina. Zmieści się w nich co najwyżej paczka chusteczek higienicznych. Do zamykanego schowka przed pasażerem wchodzi instrukcja obsługi i... to by było na tyle. Niewiele pomaga dodatkowa przestrzeń za środkową konsolą, gdzie pojawiła się półka na drobne przedmioty. Przy ostrych zakrętach położone tam rzeczy mogą wypaść pod stopy kierowcy, a to już nie jest śmieszne! Sama koncepcja środkowej konsoli zasługuje natomiast na pochwałę. Najnowsze zdobycze elektroniki pozwoliły na umieszczenie sterowania klimatyzacją, telefonem i systemem audio w płaskim, płytkim na kilka centymetrów słupku, który do złudzenia przypomina rozbudowany telefon. Każdy, kto z komórką jest za pan brat, już po paru chwilach intuicyjnie wybierze odpowiednią funkcję. Urodzone leniuchy mogą nawet przyciskać guziki, opierając dłoń lub nadgarstek o drążek skrzyni biegów. Fanom techno natomiast przypadnie do gustu aluminiowe wykończenie kokpitu. Jeśli dodać do tego wygodne skórzane fotele z elektryczną regulacją i doskonale brzmiący system audio High Performance Sound (wszystko za dopłatą), Volvo S60 T5 jawi się nie jako sportowa maszyna do bicia rekordów, lecz bardziej jako kompaktowy sprzęt do dalekich podróży. Tym bardziej że zasięg na 60-litrowym baku przekracza w trasie 550 km. W testowanym egzemplarzu raził jedynie rozdźwięk pomiędzy jakością tworzyw użytych we wnętrzu. Górna część deski pokryta była szarym, miękkim plastikiem, podczas gdy dolna część boczków drzwi wyglądała jak żywcem przeniesiona z Forda Fusion. Użyty na nie plastik był twardy i nieprzyjemny w dotyku. To trochę tak, jakby do kawioru zaserwować wino musujące zamiast prawdziwego szampana. Układ kierowniczy za to zasługuje na miano wiśni w torcie. Kierownica świetnie leży w dłoniach, a za jej pośrednictwem można precyzyjnie i z wyczuciem prowadzić przednie koła. Niewiele jest jeszcze układów elektrohydraulicznych, które przekazują informacje w tak bezpośredni sposób.

***

Volvo S40 i bliźniacze kombi oznaczone V50 w niezłym stylu ruszyły na podbój świata. Pomoc potężnego koncernu Forda ułatwiła dopracowanie wielu podzespołów, choć trudno oprzeć się myśli, że konstruktorzy zapomnieli o paru detalach. Piętą Achillesa najnowszego Volvo jest zbyt mała, w porównaniu z konkurencją, ilość miejsca w środku. Plusy to z pewnością nowoczesny design i zaawansowana technologia. Jeśli wziąć pod uwagę, że Volvo planuje sprzedawanie docelowo 70 tysięcy S40 rocznie, a największym rynkiem zbytu są Stany Zjednoczone, to można spodziewać się kolejnego potopu szwedzkiego. Po niedawnych sukcesach modelu XC90 armia maszyn pod flagą Volvo ma znów szanse na zawojowanie świata.

Recenzja pochodzi z moto.pl

Zalety:

Zgrabna karoseria, bardzo dobre podwozie ze quasisportowym (ale dość komfortowym) zawieszeniem, mocny i oszczędny silnik, krótkoskokowa i dobrze zestopniowana sześciobiegowa skrzynia, precyzyjny układ kierowniczy, ciekawa aranżacja wnętrza, wygodne fotele, przejrzysty panel sterowania.

Wady:

Dość ciasne wnętrze, mało schowków, wysoka cena, nienajlepszy dobór materiałów wykończeniowych, niedociągnięcia w wykończeniu detali (odcień zderzaków, rury wydechowe), przednie opony narażone na przyspieszone zużycie

Volvo S40 T5

Silnik benzynowy z doładowaniem R5, 2521 ccm Skrzynia biegów 6 ręczna Moc 220 KM przy 5000 obr. Maks moment obrotowy 320Nm przy 1500 obr./min Predkość maksymalna 240 km/h Przyspieszenie 0-100 km/h 6,8 Rodzaj paliwa Pb 98 Napęd przedni Nadwozie (mm) 4468/1770/1452 mm Rozstaw osi 2640 mm Poj. bagażnika 405 litrów Poj zbiornika paliwa 62 litry Ciężar/ładowność 1455/395 kg Moc do masy 151 KM/tonę Zawieszenie przód/tył kolumny McPherson/wielowahaczowe Opony 205/50 R17 Przeglądy co 20 tys. km Gwarancja mech. 2 lata/100 tys. km, przebiegu Gwarancja perforacyjna xx lat

Błąd w opisie? Zgłoś to!

Komentuj!

Fotki produktu

  • Volvo S40 T5

Ocena produktu

  • Ocena produktu:
Zapisywanie ...

Ocena recenzji: 17 %

oceń recenzję:

Nieprzydatna Pomocna

Podobne produkty

Inne recenzje tego produktu (0)