Przeanalizowałam zawartość półek jednego ze sklepów z AGD. Pomyślałam: tym razem zainwestuję więcej, sukces gwarantowany.
Co mnie skusiło w tej prostownicy? Szeroki zakres ustawień temperatur - fajnie, nie zniszczę włosów. Ceramiczna powłoka. Blokada zamykająca prostownicę - to dobre rozwiązanie, nie trzeba jej okręcać kablem, żeby zajmowała mniej miejsca w walizce. Obrotowy kabel. Krótki czas nagrzewania. Końcówka chroniąca palce przed poparzeniem - o, dobra rzecz, znając moje szczęście.
Efekty? Nie odczuwałam różnicy między 60 a 120 stopni. Nagrzewała się ekspresowo, owszem. I pięknie nagrzewała włosy... nie prostując ich. Luz między płytkami sprawiał, że trzeba ją było ręcznie dociskać - i żegnaj końcówko chroniąca palce, poparzyłam się ze dwa razy rozgrzanym plastikiem. Obrotowy kabel ułatwiał mi manewry, gdy po raz ósmy próbowałam wyprostować to samo pasmo.
Generalnie pieniądze wyrzucone w błoto. Jak na cenę, którą musiałam zapłacić, prostownica zupełnie nie spełniła moich oczekiwań. Co więcej - nie spełniła również warunków zawartych w opisie.